|
Zasiadkę planowałem już od tygodnia. W poniedziałek zaczynam nęcić, gotowanie kukurydzy, konopi szykowanie kulek do nęcenia itd. cały rytuał, jak to, do przygotowywania dwudniowej zasiadki... Pogoda nie rozpieszcza, jest ciepło, chociaż każdego popołudnia występują burze i ulewy, ale co tam pogoda, wiadomo każdy karpiarz dla złowienia tej jednej wymarzonej ryby jest w stanie zrobić wszystko i poświęcić się kosztem rodziny i innych przyjemności. Codzienne wyjazdy nad jeziorko tylko nakręcają człowieka i dają do myślenia. Codzienna obserwacja wody, czy już są, czy żerują niestety za wiele nic nie daje, jak to bywa przeważnie nad tym jeziorkiem- brak jakichkolwiek oznak żerowania karpi i tylko sporadyczne bąbelki pozostawione przez niechciane leszcze. Początkowo miała być to samotna wyprawa, lecz w ostatniej chwili zadzwonił telefon i kolega melduje, że wybiera się do mnie z całą rodziną, będzie też łowił. Czwartek, godzina 16.30 melduję się nad wodą i zaczynam rozkładanie całego majdanu. Wkrótce zawitał kolega z żoną i dziećmi. Obóz jest już gotowy, teraz czas na wędki i jak zawsze problem, co założyć na włos, aby przechytrzyć tą cwaną bestię. Patrzę w torbę z przynętami i wyliczanka, padło na homar-raka z Tandem Baitsa. Jest godzina 19, zestawy lądują w wodzie, po niespełna 15 minutach pierwsze piknięcie, poluzowanie i niestety to, czego się spodziewałem, leszcz około 25 dkg na bałwanka z dwóch osiemnastek. Kolega się śmieje i mówi, że mnie prześladują, ledwo kończy zdanie a u niego to samo... pi pi swinger leci w dół i leszcz ląduje na brzegu. Niezrażeni całą tą sytuacją zaczynamy od początku. Jest wieczór pijemy kawę i rozmawiamy o starych dziejach, kolega idzie spać, ponieważ spędził cały tydzień za kierownicą. Noc przebiega bez żadnych oznak bytowania ryb i żerowania, cisza jak makiem zasiał. Budzę się około godziny 4.10, zachciało mi się kawy, tak czasami mam nad wodą. Wypijam kawę i kładę się spać. Godzina 5.40 nagle głośny pisk mojego MX budzi mnie i staję na nogach jak strzała, wybiegam z namiotu chwytam wędkę i czuję ten piękny i wspaniały ciężar na końcu zestawu, karp odjeżdża jakieś 15 metrów w bok i ląduje w zawadzie, kolega wychodzi z namiotu i mówi wsiadamy na łódkę i płyniemy po niego. Zaczęła się walka w gęstwinie roślin, karp robi odjazdy i młynki, po około 10 minutach daje się podebrać. Wracamy w kierunku obozowiska. Kolega rozkłada matę, karpik ląduje na macie kilka zdjęć, ważenie- 21,5kg, mierzenie- 107cm i na koniec filmik jak wraca do wody... Po całych emocjach robię następną kawę, bo i tak nie uda mi się już zasnąć. Zasiadka trwała jeszcze jeden dzień, który niestety nie przyniósł już więcej takich emocji. Pozdrawiam wszystkich, którzy to kochają. Karp został złowiony na wędkę Shimano Alivio 3lb, kołowrotek Daiwa Emcast Plus, haczyk Evolution TB, żyłka i materiały wykorzystane do produkcji zestawu końcowego także tej samej firmy. 21,5kg- Tomek Miliński
Tomek Miliński Odsłon: 3028
1. Dodane przez Marcin Krajewski, w dniu - 28.12.2009 09:36 Pozazdrościć. |
2. Dodane przez Daniel Pawlak, w dniu - 28.09.2009 13:16 No Wielkie Gratulacje kolego!! Życzę 30stki teraz :P |
3. Dodane przez Bartosz Zapiec, w dniu - 21.09.2009 12:32 No no szeroko ,gratulacje po raz kolejny i pozdrawiam. |
4. Dodane przez Arkadiusz Cichosz, w dniu - 20.09.2009 19:44 No Tomek, nieźle szalejesz! Widać ze poniżej 20kg nie schodzisz hehe Kiedy nas z CZ zaprosisz na twoje łowisko? :) |
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |